Kontakty z dziećmi – jak liczyć weekendy?

Anna Koziołkiewicz-Kozak            26 kwietnia 2016            Komentarze (2)

Czytelnik pyta:

Mam w wyroku rozwodowym ustalone kontakty z dziećmi w każdy 1 i 3 weekend miesiąca począwszy od soboty godz. 10 do niedzieli godz. 19. Czy najbliższy weekend, który składa się z jednego dnia kwietniowego i jednego majowego to ostatni weekend kwietnia, czy pierwszy weekend maja? Dodam, że nie wchodzi w grę zgodne ustalenie tego z matką dzieci…

Problem ten byłby abstrakcyjny, gdyby nie ostatnie zdanie w pytaniu Czytelnika – bo najprościej oczywiście byłoby umówić się, jak to interpretować. I owszem, rodzice takie rzeczy ustalają.

Jeśli dopiero składasz wniosek o uregulowanie kontaktów i wiesz, że każda nieścisłość obróci się przeciwko Tobie, bądź maksymalnie precyzyjny.

Niezłym rozwiązaniem jest np. ustalenie „co drugi weekend począwszy od…” Tym bardziej, że są miesiące, w których jest 5 weekendów i taki zapis zapobiega dłuższej przerwie w kontaktach.

To są wszystko rady na zaś, a my tu tymczasem mamy konkretny (i pilny, bo sporny weekend tuż tuż) problem do rozwiązania. W mojej ocenie sprawę ratuje określenie „począwszy od soboty godz. 10” – skoro z wyroku sądu wynika, że weekend zaczyna się w sobotę o godz. 10, to pierwszy weekend miesiąca zaczyna się w pierwszą sobotę miesiąca.

Czyli pierwszym weekendem jest pierwszy pełen weekend – taki, który w całości przypada w danym miesiącu.

W sytuacjach mocno spornych warto rozważyć złożenie do sądu wniosku o wykładnię wyroku. Wniosek taki można złożyć w każdym czasie – nie ma żadnego terminu, po którym nie jest to już możliwe. We wniosku takim trzeba dokładnie opisać, jakie wątpliwości związane z treścią wyroku są ma wyjaśnić. Od wniosku o wykładnię wyroku nie pobiera się opłaty.

Można też złożyć do sądu wniosek o zmianę wyroku co do kontaktów i zaproponować zapisy nie budzące wątpliwości. Przy czym trzeba to zrobić w trybie właściwym w danych okolicznościach. W sytuacji opisanej przez Czytelnika (po uprawomocnieniu się wyroku rozwodowego) byłaby to oddzielna sprawa wnoszona do sądu rejonowego). Jednak gdyby problem dotyczył np. postanowienia zabezpieczającego kontakty na czas trwania sprawy, właściwym trybem byłby wniosek o zmianę postanowienia w przedmiocie zabezpieczenia.  Wniosek taki podlega opłacie – 40 zł.

Spór o 500+ i alimenty w hmm… blogodoktrynie?

Anna Koziołkiewicz-Kozak            25 kwietnia 2016            Komentarze (0)

Najpierw toczył się spór, czy świadczenie to winno być brane pod uwagę przez sądy przy ustalaniu wysokości alimentów, czy też nie. Jedni uważali, że nie (takie stanowisko zajęłam w artykule Program 500 + a alimenty), inni, że tak, większość, że „to zależy”.

Ustawodawca stanowiska nie zajął. Teraz wygląda na to, że zajmie, przynajmniej tak wynika z komunikatu, który pojawił się na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości:

ms 500+

No i rozpoczął się nowy spór – dobrze to, czy źle?

W pierwszej chwili pomyślałam – dobrze. Napisałam nawet na swoim facebooku:

„Wygląda na to, że miałam rację. 500+ ma nie być brane pod uwagę przy ustalaniu wysokości alimentów. Dobrze, że będzie to wprost przesądzone. Szkoda że dopiero po burzy i domysłach, w końcu od razu było wiadomo, że przepisu brak.”

Natomiast, jako że przymiotu nieomylności sobie nie przypisuję, przyjrzałam się uważnie głosom przeciwnym, zwłaszcza blogerek adwokatek, których głos szanuję – cytowanych tu już nieraz adw. Elżbiety Bansleben – Nowelizacja 500 + (będzie bubel?) oraz adw. Agnieszki Swaczyny – 500+ po zimnym prysznicu.

Jakie argumenty przytaczają przeciw nowelizacji?:

  • świadczenie wychowawcze ma ten sam cel, co alimenty (zaspokojenie potrzeb dziecka), zatem logiczne, że częściowe zaspokojenie potrzeb dziecka przez państwo, powinno skutkować obniżeniem alimentów (adw. Agnieszka Swaczyna)
  • skoro bierze się pod uwagę możliwości zarobkowe rodziców, to tym bardziej powinno się brać realnie otrzymywane pieniądze (adw. Agnieszka Swaczyna)
  • brak przepisu powoli sądom dopasować właściwe rozstrzygnięcie do konkretnej sytuacji – np. jeśli wszystkie potrzeby dzieci były dotychczas zaspokojone, to byłaby podstawa do obniżenia alimentów (teraz potrzeby te będą częściowo zaspakajane ze świadczenia 500+), jeśli nie były (bo możliwości zarobkowe rodzica zobowiązanego nie pozwalały na zasądzenie wystarczająco wysokich alimentów), to nie byłoby podstawy do obniżenia alimentów, bo dopiero suma alimentów i środków z 500+ sprawi, że na wszystko wystarczy (adw. Elżbieta Bansleben – w swojej analizie ilustruję tę myśl „z życia wziętymi” przykładami)

Ja z kolei swoją argumentację opierałam na wykładni celowościowej przepisu art. 135 § 3 kro, zgodnie z którym nie uwzględnia się przy ustalaniu zakresu obowiązku alimentacyjnego:
– świadczeń z pomocy społecznej
– świadczeń z funduszu alimentacyjnego podlegających zwrotowi przez zobowiązanego do alimentacji
– świadczeń dla rodziny zastępczej

Chodziło mi zwłaszcza o punkt „świadczenia z pomocy społecznej”. Nie ulega wątpliwości, że świadczenia te służą także zaspakajaniu potrzeb rodziny. Tak jak alimenty i tak jak środki z Programu 500+. A jednak ustawodawca zakazał brać je pod uwagę, wychodząc z założenia, że w pierwszej kolejności dziecko utrzymywać winni jego rodzice, a państwo pomaga dopiero w dalszej kolejności.

Choć jest oczywiście zasadnicza różnica między świadczeniami z pomocy społecznej, a świadczeniem wychowawczym (500+) na kolejne dzieci, czyli tym niezależnym od dochodów – w przypadku świadczeń z pomocy społecznej jest to pomoc dla najuboższych (kryteria dochodowe są naprawdę bardzo niskie).

Internety roją się od komentarzy nie tylko prawników, ale przede wszystkim osób, które znajdują się w takiej sytuacji, że zmiana ich dotyka. I oczywiście najłatwiej o podawanie sytuacji skrajnych typu:

  • „Zasądzone są bardzo niskie alimenty (których i tak rodzic nie płaci albo płaci nieregularnie), a teraz jeszcze z uwagi na 500+ mają być obniżone? Jawna niesprawiedliwość!”
  • „Ciężko pracuje, żeby zrobić na bardzo wysokie alimenty, a teraz rodzic, z którym są dzieci dostanie dodatkowe pieniądze, a alimenty jak były wysokie, tak zostaną. To niesprawiedliwe!”

Natomiast między tymi skrajnościami jest całe mnóstwo sytuacji pośrednich.

I po namyśle, przychylam się do opinii adw. Elżbiety Bansleben – sądy nie powinny mieć związanych rąk nowelizacją. Bo raz będzie to sprawiedliwe, a innym razem nie.

Czyli – jak to zazwyczaj bywa – żeby rozwiązać problem, potrzeba mądrego sądu i mądrej interpretacji tych przepisów, które już są, a nie od razu zmiany prawa.

Zmiany w mediacji w sprawach cywilnych w 2016 r.

Anna Koziołkiewicz-Kozak            20 kwietnia 2016            Komentarze (0)

W styczniu tego roku wprowadzono trochę zmian – wypowiadałam się już na ich temat w listopadzie ubiegłego roku podczas konferencji Jak ugryźć mediację?

Teraz – po kwartale obowiązywania nowych przepisów – oceniam je jako gość na blogu adw. Katarzyny Skowrońskiej w artykule Zmiany dotyczące mediacji 2016 r. – wpis gościnny, na który czekałeś

Serdecznie zapraszam!

Ugoda przed mediatorem a „prawdziwy wyrok”

Anna Koziołkiewicz-Kozak            23 marca 2016            Komentarze (5)

Czytelniczka pyta (w kontekście ugody co do alimentów):

Ja mam pytanie dotyczące ugody mediacyjnej. Czy po zatwierdzeniu jej przez sąd mogę z nią wystąpić do urzędu gminy przy składaniu dokumentów na zasiłek rodzinny ? Czy jednak ona nie jest traktowana jak „prawdziwy wyrok ” ?

Oczywiście tak.  Ugoda zawarta przed mediatorem i zatwierdzona przez sąd, jest traktowana jak „prawdziwy wyrok”. A ściślej rzecz biorąc jak „prawdziwa ugoda sądowa”, która jest traktowana jak „prawdziwy wyrok”. Można się na nią powoływać w urzędach. Można z nią iść do komornika i wszcząć egzekucję.

Jednak urząd to urząd, a ugoda przed mediatorem wciąż jest obiektem ciut egzotycznym, zatem w razie czego (czyli w razie wątpliwości urzędnika) warto uzbroić się w przepisy Kodeksu Postępowania Cywilnego. A oto one:

Art. 18315 § 1 „Ugoda zawarta przed mediatorem, po jej zatwierdzeniu przez sąd, ma moc prawną ugody zawartej przed sądem. Ugoda zawarta przed mediatorem, którą zatwierdzono przez nadanie jej klauzuli wykonalności jest tytułem wykonawczym.”

 Z kolei to, że ugoda zawarta przed sądem ma moc wyroku wynika wprost z przepisu:

 Art. 777 § 1 Tytułami egzekucyjnymi są:

1) orzeczenie sądu prawomocne lub podlegające natychmiastowemu wykonaniu, jak również ugoda zawarta przed sądem

i nie jest to kwestionowane nawet, jeśli chodzi o postępowanie podatkowe.

Czyli, zawierając ugodę mediacyjną, która zostanie zatwierdzona przez sąd, naprawdę zyskujesz tak samo ważny i skuteczny dokument, jak w przypadku rozstrzygnięcia przez sąd wyrokiem.

„Mówienie z sensem na rozprawie rozwodowej”

Anna Koziołkiewicz-Kozak            22 marca 2016            Komentarze (0)

Taka fraza z wyszukiwarki… żeby mówić „z sensem”, warto wcześniej przygotować krótkie i konkretne odpowiedzi.

Na jakie pytania? Pisałam o tym w artykule Przygotowanie do sprawy rozwodowej – o co zapyta mnie Sąd?