Alimenty czy kontakty z dzieckiem? Kilka słów o korzyściach z mediacji

Anna Koziołkiewicz-Kozak            12 stycznia 2015            2 komentarze

Od czasu, gdy zajęłam się mediacją, niejednokrotnie już zauważyłam, że klient przychodząc do adwokata nie zawsze mówi, na czym mu tak naprawdę zależy – wie jaką sprawę chce wszcząć, nieraz jest nawet świadom, jakie roszczenia mu przysługują, ale nie przemyślał, jaki rezultat chciałby osiągnąć.

Przykład? Bardzo proszę: przyszedł do mnie pan, żebym mu poprowadziła sprawę o obniżenie alimentów, sprawa już była w toku. Adwokat w takiej sytuacji zbiera wszystkie dane, gromadzi dowody i wykazuje w sądzie, że są przesłanki, by alimenty te obniżyć. Tymczasem, długa rozmowa i zadanie szeregu pytań ujawniło, że tak naprawdę, to jemu wcale nie zależy na tym, żeby płacić niższe alimenty.

Sytuacja była skomplikowana, okoliczności rozstania były nieciekawe, on i jego rodzice nie widzieli już dziecka od ok. 3 lat, on chciał coś zrobić, nie bardzo wiedział co, więc złożył pozew o obniżenie alimentów. W głębszej warstwie jego rozumowanie przebiegało w ten sposób, że skoro nie jest realnie ojcem, nie widuje swojego dziecka, to nie chce być tylko finansującym. Po dłuższej rozmowie stwierdził w końcu, że w rzeczywistości zależy mu na tym, żeby odbudować relacje z dzieckiem.

W tym momencie od razu zabłysło mi się w głowie hasło „MEDIACJA!”

O mediacji wcześniej nic nie słyszał, ale po przedstawieniu na czym to polega, zgodził się że warto by spróbować, choć był bardzo sceptyczny („ona na pewno nie będzie chciała rozmawiać, a tak w ogóle to z nią się nie da rozmawiać”). A jednak zgodziła się. Mediacja (z udziałem pełnomocników) udała się bardzo dobrze. Wystarczyły dwa spotkania, by zaczynając z pozycji kompletnego braku komunikacji, szeregu wzajemnych pretensji, uprzedzeń, nieufności, wypracować sensowny plan kontaktów i ustalić co z alimentami (pozostały na dotychczasowym poziomie).

Minęło już sporo czasu i porozumienie działa.

Ważne jest też w tym miejscu zaznaczenie, że w mediacji nie ma dróg na skróty, oczywiście że doświadczony pełnomocnik wymyśliłby treść ugody, nad którą strony pracowały w sumie ponad 4 godziny, w kilka minut. Ale co z tego, skoro to nie byłaby ich ugoda. Warunków ugody, którą sami wypracowali, przestrzegają, bo są jej autorami, bo to jest ich ugoda, bo wiedzą ile trudu wymagało jej osiągnięcie.

Jak opisany powyżej przykład można zinterpretować w kategoriach procesowych i czy taka interpretacja ma sens? Czy jest to sukces, czy porażka, skoro w sumie wyszło na to, że sprawę, tą z którą przyszedł klient, o obniżenie alimentów, przegraliśmy (cofnęliśmy powództwo), a zamiast tego załatwiliśmy jakąś inną kwestię (kontakty z dzieckiem).

Cóż.. rezultat sprawy o obniżenie alimentów był niepewny, owszem, były przesłanki, by przekonać sąd, że mamy rację, tym bardziej, że nasi świadkowie wypadli dobrze, a stronie przeciwnej postępowanie dowodowe za bardzo nie wyszło… z drugiej jednak strony, alimenty i tak były raczej niewysokie, więc bardzo możliwe że sąd by ich już nie zmniejszył.

Najważniejsze jest jednak to, że wyrok, korzystny lub nie, kompletnie niczego by nie zmienił jeśli chodzi o kwestię, która okazała się być naprawdę ważna dla mojego klienta – nic nie zmieniłoby się w jego relacjach z dzieckiem.

Tymczasem mediacja to umożliwiła i to dość szybko, a klient jest zadowolony, bo uzyskał to czego chciał.

{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Dominika Mróz-Krysta Styczeń 13, 2015 o 13:44

Witam! Gratuluję bloga i ciekawej tematyki! Odnośnie Pani wpisu, taka refleksja. To, że ktoś nie przemyślał, co chce osiągnąć przez postępowanie, zdarza się w sprawach rodzinnych bardzo często. Jest to zazwyczaj pochodną tego – o czym pisałam już „u siebie” – że motywacją wystąpienia do sądu jest nie rzeczywista potrzeba prawnego uporządkowania spraw, ale zranione uczucia. One też często przeszkadzają w samej mediacji…
Nasunęła mi się jeszcze jedna korzyść: mediacja potrafi sprawić, że wielu rodziców zaczyna na nowo ze sobą rozmawiać. No i obie strony – w pewnym sensie – „są wygrane”.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Anna Koziołkiewicz-Kozak Styczeń 13, 2015 o 14:41

Dziękuję 🙂

To prawda, co Pani Mecenas pisze odnośnie emocji. Jest to naturalne. I rzeczywiście mediacja daje możliwość nie tylko przedstawienia swego stanowiska w sprawie, lecz także wyartykułowania swoich potrzeb, uczuć, obaw. Obie strony mają szanse powiedzieć na czym im naprawdę zależy (w sądzie nie ma na to ani czasu, ani miejsca, nikt ich o to nie pyta, gdyż sąd jest zainteresowany jedynie ich stanowiskiem).

Zresztą szczerze mówiąc, gdy zaczynałam przygodę z mediacją wydawało mi się, że emocje są w sprawach rodzinnych, a w sprawach np. gospodarczych nie. Czas i udział w wielu mediacjach i negocjacjach zweryfikował to moje wyobrażenie. Bez względu na to, czy jest to sprawa dotycząca kontaktów z dzieckiem, usługi budowlanej, czy realizacji kontraktu o duże pieniądze, u podstawy większości sporów leżą właśnie emocje i trudności w komunikacji.

I rzeczywiście, nie należy lekceważyć tych dodatkowych korzyści na poziomie psychiki, o których Pani Mecenas wspomniała. Podczas mediacji często następuje „udrożnienie” komunikacji, strony uczą się, jak można inaczej rozmawiać. Jest to niezmiernie ważne zwłaszcza w sytuacji, gdy strony będą nadal pozostawały w relacji (np. rodzice po rozwodzie, czy kontrahenci, którzy zamierzają kontynuować współpracę).

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Dziękuję, że chcesz skomentować mój artykuł! Jednak jeśli szukasz pomocy w swojej sprawie to musisz wiedzieć, że moja odpowiedź ma charakter odpłatny. W tym celu skontaktuj się ze mną, korzystając z zakładki Kontakt.

Następny wpis: