Dzielny tata?

Anna Koziołkiewicz-Kozak            21 sierpnia 2015            12 komentarzy

Ten wpis powstał w nietypowy sposób. Miałam świetny rysunek syna o dużym ładunku emocjonalnym i poprosiłam na facebooku o sugestie, o czym powinnam napisać, by rysunek był adekwatną ilustracją.

Oto rysunek:

złość

Sugestie były rozmaite, początkowo bardziej barwne: „Nie strzelać do pianisty”, „wściekły matematyk”, „pan, który hajluje”, stopniowo ewoluowały w stronę „wściekły tata”, „tata w walce o swoje prawa rodzicielskie”.

W tę stronę postanowiłam pójść i napisać o walce ojców o to, by nie być „weekendowymi tatusiami”, lecz realnie uczestniczyć w życiu swoich dzieci, pomimo rozstania z ich matką.

Idę za tym, bo ta intuicja komentujących rysunek pokazuje, jak postrzegamy aktywność ojców w układaniu swoich relacji z dziećmi po rozstaniu z ich matką. Nie uzgadnianie. Nie porozumiewanie się. Nie wspólne szukanie dobrych rozwiązań. O nie. To jest WALKA!

Przyznam od razu, że nie mam wyrobionego zdania na ten temat.

Oczywiście w 100% pozytywne jest to, że coraz częściej spotykam ojców, którzy nie odpuszczają. Rozstając się z żoną / partnerką nie rozstają się z dziećmi. Naprawdę. Może mam nietypowe doświadczenia, ale stereotypowa postawa ojca, który odchodzi, nie płaci alimentów i nie interesuje się dziećmi zdarza się coraz rzadziej. Choć oczywiście bywa niestety i tak.

W rezultacie, w niektórych sprawach które prowadziłam, sąd orzekał lub rodzice uzgadniali miejsce stałego zamieszkania dzieci przy ojcu, a w tym sprawach, gdzie dzieci mieszkać miały z matką, kontakty z ojcem były regulowane w bardzo szeroki sposób. Nie były to spotkania co drugi weekend, lecz regularne spotkania, także w tygodniu, odprowadzanie do szkoły, na zajęcia, nocowanie u taty, wspólne wyjazdy, wspólne spędzanie części świąt i innych ważnych uroczystości, kontakt telefoniczny, na Skypie… W tym sprawach, w których kontakty były uregulowane jako rzadsze, wynikało to zazwyczaj z obiektywnych okoliczności, np. znaczna odległość między miejscami zamieszkania rodziców, lub charakter pracy (np. wyjazdowy) ojca.

Więc zmiany na przestrzeni ostatnich 12 lat (piszę o własnym doświadczeniu, dlatego odnoszę się do okresu własnej praktyki) niewątpliwie są. Zarówno w postawie ojców, jak i w podejściu sądów. Zmiany na plus.

Dlaczego zatem aktywności ojców w walce o swoje dzieci nie uważam za jednoznacznie pozytywną? Mam mianowicie 3 zastrzeżenia:

  1. Po pierwsze, tendencyjne podawanie danych.
  2. Po drugie, formy, jakie nieraz walka ta przybiera.
  3. Po trzecie, pewien dogmatyzm, a zwłaszcza apoteozę opieki naprzemiennej jako remedium na wszystkie problemy.

Po kolei:

1. Sposób podawania danych liczbowych.

Owszem, uważam, że posługiwanie się niektórymi danymi statystycznymi bywa tendencyjne. Np. mylące jest podawanie statystyk, w ilu % spraw sądy ustaliły miejsce zamieszkania dzieci przy ojcu i wysuwanie stąd wniosku, że sądy są nieprzyjazne ojcom, bez podawania w ilu % spraw ojcowie o to wnosili! Ojcowie wcale tak często nie wnoszą o to, by dzieci z nimi mieszkały. Z różnych powodów. Czasem są przekonani, że „to i tak nic nie da”, tu jest faktycznie pole do zmiany nastawienia. Częściej mają jednak ważne, rozsądne powody.

2. Forma działania.

Jeżeli chodzi o formy, to mam na myśli zwłaszcza skrajne sposoby działania.

A w szczególności brak szacunku. Jedna z akcji ruchu „Dzielny tata” odbywała się pod hasłem „sądy rodzinne niezawisłe od rozumu”. Nie twierdzę, że wszystkie wyroki i postanowienia wszystkich sądów są prawidłowe. Gdyby tak było nie pisałabym tylu apelacji, ile pisałam. Niemniej nie podoba mi się taka forma. No nie podoba mi się i już.

Oraz podawanie danych o działaniach nagannych ukazując je w pozytywnym świetle. Przykład? Na stronie dzielnytata.pl możemy przeczytać: „czy wiesz że 4% ojców ma przy sobie dzieci tylko dlatego że je uprowadziło?” Chciałabym wierzyć, że rodzic decydujący się na tak skrajne działanie, jakim jest uprowadzenie własnego dziecka robi to będąc głęboko przeświadczony, że to dla dobra dziecka i że nie ma innej drogi. Lecz podanie takiej informacji bez oceny moralnej, bez pokazania, jakim ciosem dla dziecka jest takie działanie, jest skrajnie nieodpowiedzialne i żadne słuszne racje tego nie mogą usprawiedliwiać.

Oczywiście nie wszystkie organizacje wspierające, zrzeszające ojców uciekają się do takich form. Nie przeszukałam całego internetu, ale mam wrażenie, że większość nie. Ale tak już jest, że głośny krzyk niewielu bywa lepiej słyszalny niż cicha, konstruktywna praca wielu…

3. Opieka naprzemienna – happy end?

Głównym celem oddolnych ruchów ojcowskich jest wprowadzenie jako zasady opieki naprzemiennej. Coraz częściej też rozstający się rodzice (częściej ojcowie) mnie o to pytają.

Nie jestem ani za ani przeciw.

Widziałam już opiekę naprzemienną niedobrze pomyślaną. Rodzice mieszkali w miastach oddalonych o 80 km, bez połączenia kolejowego. Tylko jedno z rodziców prowadziło samochód. Dziecko spędzało tydzień u jednego z rodziców, a tydzień u drugiego. Nie chodziło do przedszkola. Miało pójść do szkoły i zaczęła się walka. Trudna. Bo rodzice byli mocno skonfliktowani. W końcu, jak w opowieści o królu Salomonie, jedno z rodziców – matka – z bólem serca odpuściło…

Widziałam też opieką naprzemienną przemyślaną bardzo odpowiedzialnie. Rodzice mieszkali niedaleko od siebie, dziecko od każdego z nich miało blisko do szkoły, do kolegów. Rodzice potrafili porozumiewać się w sprawach wychowawczych spokojnie i rzeczowo. Nigdy nie mówili do dziecka źle o drugim rodzicu. Ani o byłych teściach. Przekazywali sobie wszystkie informacje – że na poniedziałek do szkoły trzeba przynieść pomidora, a w czwartek obowiązuje strój galowy. No dobra… to blef. Nie widziałam takiej opieki. Ale naprawdę wierzę, że to możliwe. Choć bardzo trudne.

Już niedługo (we wrześniu) zapytam psycholożkęMartę Seweryńską-Kępa o to, jak dziecko postrzega taki system opieki po rozstaniu. A w szczególności, czy (a jeśli tak, to jak) da się sprawdzić, czy dla tego konkretnego dziecka to będzie dobre.

A sama następny wpis poświęcę warunkom, które muszą być spełnione, by opieka naprzemienna funkcjonowała.

A Ty? Co sądzisz o opiece naprzemiennej? Może masz własne doświadczenia? Jeśli tak, to są one pozytywne, czy nie?

{ 12 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Agnieszka Swaczyna Wrzesień 11, 2015 o 13:13

W pełni podzielam poglądy Pani Mecenas.

Odpowiedz

rafał Marzec 8, 2016 o 22:58

u mnie z żoną porozumienie rodzicielskie funkcjonuje od momentu naszego rozstawania(2013/2014), a zarazem związania się z żoną z nowym partnerem. po roku była pierwsza rozprawa(2014) po której dopiero podpisaliśmy takowy dokument. ale sąd nas wysłał do RODK. Psycholodzy orzekli że takie porozumienie u nas działa super- prawie jak z tym pomidorem, ale i dzieci maja zostać zameldowane u ojca. ….i się zaczęło- urażona kobieca duma. Wniosek: tylu złych pozwów nie widziałem nigdy- i to przed samą rozprawą.

Odpowiedz

Anna Koziołkiewicz-Kozak Marzec 9, 2016 o 10:38

Cóż, Pana historia jest niestety przykładem niepotrzebnej ingerencji sądu w układ, który dobrze działał, przykre to…

Odpowiedz

Sebastian Październik 8, 2016 o 01:12

Witam, w lipcu 2012 na świat przyszła nasza córka Joanna, Byliśmy w związku partnerskim, mama Asi jest wdową i ma troje dzieci. Z poprzedniego związku.
Z chwilą gdy dowiedziałem się że będę tatą przyznam się ze cieszyłem się jak małe dziecko. :-), zawsze chciałem być tatą, i cieszę się że nim jestem, kocham nasza córkę tak samo jak jej mama.
Z chwilą naszego rozstania przez moją głupotę z której nigdy nie będę dumny, robiłem wszystko by się zmienić dla matki mojego dziecka, by pokazać ze jestem dorosłym i odpowiedzialnym ojcem, że mam pracę, i ze mogę sam płacić ustalone przez sąd alimenty!
Gdy o to zapytałem poszła do funduszu, a miła pani zapytana jak to zrobić, zapytała Czy jest pani pewna czy będzie pani płacił! Zamiast pomagać działają na naszą szkodę!
Sąd ustalił na sprawie 500zł, zgodziłem się bez wahania, i mógłbym płacić więcej jeśli by tak miało być!
Na tej samej sprawie sędzia zapytała o ustalenia w widzeniu się z dzieckiem, zapytałem czy możemy sami ustalić to, jak najbardziej było by to wskazane.
Ustaliliśmy widzenia co dwa tygodnie dwie godziny w domu mamy, dodam też ze w urzędzie jak ustaliliśmy ojcostwo i podpisanie dokumentów , przed tym matka Asi powiedziała że Nasza córka będzie miała jej tylko nazwisko, bo na moim ciążą długi, i ze tak będzie najlepiej dla dziecka, i dla mnie! O innym rozwiązaniu nie było mowy.
Zgodziłem się pod Przymusem, i teraz tego najbardziej żałuję!
Asia ma obecnie 4 lata, a ja nadal mam 2 godziny Ale teraz co 4 tygodnie , bo zmieniłem pracę i pracuje po za granicami kraju, przyjeżdżam na tydzień i chciałbym więcej czasu spędzać z Asia,
Teraz staram się o to by móc częściej spędzać czas z córką, zabierać ją do siebie choć by na cały dzień, ale to jest problemem dla mamy dziecka, pytana wiele razy cy mógłbym zabrać córkę na cały choć by dzień, odpowiada NIE , nie bo nie, i nawet mnie nie denerwuj.
Czy tak powinna zachowywać się matka dziecka, która twierdzi że nie działa na szkodę Asi, bo zabrania więcej czasu spędzać z dzieckiem, Zapytana przez Asie czy tata może zostać jeszcze trochę, odpowiada ze tata musi już iść, że skończył mu się czas, i ze niby muszę już iść do pracy choć tak nie jest! Dziecko pyta ze łzami w oczach bo chce jeszcze z tatą się pobawić, mama nieugieta odpowiada NIE!
Moja córka jest za mną i za mamą też, inaczej się zachowuje jak jest tylko ze mną, inaczej jak w pobliżu jest mama!
Kocha mnie tak samo jak mamę, ale nigdy się przed mama do tego nie przyzna,
Zapytana czy chciała by przyjechać do taty odpowiada ze tak , po czym ze mama powiedziała ze nie może jechać do taty, i nie potrafi do tej pory powiedzieć szczerze dlaczego tak postępuje, czym się kieruje, kiedyś za dużo na obiecałem, ale się zmieniłem. I naprawione to a mimo wszystko nic sobie z tego nie robi , dalej mam tylko tyle czasu ile dla niej jest wygodne!
Nie mam zebranych praw, ani ograniczonych , a dalej nie mogę o nic prosić jak by to by było coś złego! Mam grzecznie czekać jak to powiedziała do czasu aż Asia skończy 5 lat w lipcu 2017r. I wtedy niby mi pozwoli na więcej,
Staram się cały czas robić tak by nie sąd o tym decydował, tylko ja i mama Asi.
Ale coraz bardziej widzę że bez sądu się w tej kwestii nic nie zrobi.
Co jeszcze można zrobić po za sądem , by móc spędzać czas z dzieckiem jak najczęściej, na początek przez cały dzień po za domem mamy dziecka. Znaczy zabierać ja do siebie.
Niby mamy równe prawa , a ja nie mogę zrobić nic! Kocham Asie, tęsknię codziennie za nią, przyjeżdżam, spędzam te dwie godziny i muszę wracać do siebie, choć widzę w jej oczach smutek! I nic nie mogę na to poradzić!
Co jeszcze mi wolno a czego nie, proszę o radę?

Odpowiedz

Anna Koziołkiewicz-Kozak Kwiecień 3, 2017 o 15:09

Sąd to rzeczywiście ostateczność, ale czasem nieunikniona. Znam wiele sytuacji, gdzie niestety dialog jest niemożliwy i każdy dodatkowy kontakt z dzieckiem musi być „wyszarpywany” postanowieniami sądu. Natomiast jeśli bezpośrednia rozmowa się ne udaje warto jeszcze pamiętać, że można spróbować skorzystać z mediacji.
Pozdrawiam!

Odpowiedz

Konrad Luty 13, 2017 o 15:32

Pani mecenas, chyba sibie kpi. Moze Pani mecenas wyjasni nam co to sa mozliwosci zarobkowe. Chetnie zamienie pare slow w tym temacie.

Odpowiedz

Anna Koziołkiewicz-Kozak Kwiecień 3, 2017 o 15:06

O tym, jak rozumieć pojęcie ustawowe „możliwości zarobkowe” pisze w artykułach odnoszących się do ustalania wysokości alimentów. Nie bardzo rozumiem, jak to się ma do komentowanego przez Pana artykułu?

Zatwierdziłam Pana wpis bo chętnie podejmuję rzeczową dyskusję, ale brak mi w Pana wypowiedzi argumentów, z którymi mogłabym polemizować :). Pozdrawiam!

Odpowiedz

Konrad Kwiecień 3, 2017 o 15:09

Pani mecenas, to bylo proste pytanie. Co to sa możliwosci zarobkowe? Mexhanik może zarabiac 10000 albo 0, podobnie informatyk, lekarz…. Jak Pani może ustalic możliwości zarobkowe kogokolwiek, nie będac spec.w danej dziedzinie.

Odpowiedz

Anna Koziołkiewicz-Kozak Kwiecień 3, 2017 o 15:22

Dziękuję za doprecyzowanie. „Możliwości zarobkowe” to kwota jaką jest w stanie zarobić dana osoba posiadająca określony zawód, umiejętności i doświadczenie i wykorzystując je maksymalnie. Bierze się też pod uwagę stan zdrowia oraz sytuację na rynku pracy (np. duże miasto – mniejsza miejscowość, ofert pracy w danej branży, itp.). Właśnie dlatego, że jest tak, jak Pan pisze – że osoba mająca konkretne kwalifikacje może mieć w praktyce różne dochody, w każdej sprawie sąd ustala to indywidualnie.

W sprawach sądowych na ogół sąd czyni ustalenia w inny sposób, niż na podstawie zaświadczenia o zarobkach lub PIT-u (w przypadku działalności gospodarczej), jeśli dokumenty te są mało wiarygodne i zachodzi podejrzenie, że dochody są zaniżone (np. uzyskiwanie części wynagrodzenia bez umowy, albo nieksięgowanie niektórych dochodów). Na pewno może się zdarzyć, że tak poczynione ustalenia nie będą prawidłowe, ale nie oznacza to, że zasada jest nieprawidłowa.

Odpowiedz

Konrad Kwiecień 3, 2017 o 18:56

Dziękuje za wyczerpującą odpowiedź. Piękna teoria :). Jak sąd, może ustalić moje możliwości zarobkowe nie będąc specjalistą. Jak dużo mamy zawodów? Skąd sąd może to wszystko wiedzieć? Dlaczego zatem moja sytuacja zdrowotna nie została wzięta pod uwagę;) Podam Pani przykład. Zarobki 2000, alimenty 1200, 650 zł opłat czynszu. Jak ten człowiek, który wiele lat się leczy, może podołać takim alimentom? Jest to pracownik biurowy, jego możliwości zarobkowe są jasne, nie może zarabiać więcej. Kolejny przykład, renta 600zł, alimenty 500. Jak człowiek na rencie może mieć możliwości zarobkowe?

Sprawa doświadczenia i wykorzystania maksymalnego, jak sąd to ocenia? W tym samym mieście, z tym samym doświadczeniem zarabia się 2000 lub 5000zł. Np handlowiec, ma możliwości w zasadzie nieograniczone. Jak sąd oceni zdolności handlowca? Znam handlowców z Wawy, którzy zarabiają 2000 i znam handlowców, którzy zarabiają 5000.

Co to znaczy, że istnieje podejrzenie? Przecież na podstawie podejrzenia nie można powiedzieć, że pan X zarabia 50000, anie 1500. Jesli tak jest to jest to przestępca i to przestępstwo trzeba udowodnić?

Czy może Pani odróżnić wykształcenie technologia informacyjna od informatyki i podać możliwości zarobkowe? Miasto do 10000.

Anna Koziołkiewicz-Kozak Kwiecień 4, 2017 o 12:58

Każda teoria jest o tyle dobra, o ile została w konkretnej sprawie prawidłowo zastosowana przez sąd. Teoretyczne rozważania nt. wysokości zarobków informatyka-programisty i informatyka – technika odpowiedzialnego np. za prawidłowe działanie sprzętu w firmie są niecelowe. Owszem, kryterium jest nieostre. Czy to dobrze czy nie – trudno powiedzieć. W naszym systemie prawnym, sąd to nie automat stosujący ściśle określoną taryfę, np. tabelkę mówiącą, że przy określonym dochodzie, wysokość alimentów powinna stanowić określony procent dochodu – można sobie to wyobrazić, ale tak nie jest.
Jeśli w Pana konkretnej sprawie, sąd zastosował zasadę nieprawidłowo, nie wziął pod uwagę okoliczności które powinien uwzględnić, była to podstawa do zaskarżenia wyroku.

Odpowiedz

Konrad Kwiecień 4, 2017 o 14:04

Przepraszam za brak PL znakow.
Tak, zaskarzenie. Wszyscy zaskarzamy 🙂 pyta Pani, czy nieostrosc kryteriow, to dobrze czy zle. Oczywiscie, ze zle. Daje to mozliwosci naduzyc. Generalnie PL prawo zosto tak skonstruwane, ze kazdego mozna skazac za wszystko i kazdego mozna nie skazac.

Sama Pani widzi, nie wychwycila Pani rroznicy pomiedzy informatykiem i osoba po technologii informacyjnej;) sad takze nie wychwyci,bo niby jak.

Wlasnie taki automat, jak tabela powinnien wystepowac. Mamy z tym do czynienia w wiekszosci cywilizowanych panstw. Istnieje to takze na Ukrainie, ktora jest roznie postrzegana.

Odbiegajac od tematu, zadam pytanie czy mozna zasadzic zabezpieczenie alimentow wstecz, 3 miesiace wstecz?

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Dziękuję, że chcesz skomentować mój artykuł! Jednak jeśli szukasz pomocy w swojej sprawie to musisz wiedzieć, że moja odpowiedź ma charakter odpłatny. W tym celu skontaktuj się ze mną, korzystając z zakładki Kontakt.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: