Świadomość alienacji rodzicielskiej

Anna Koziołkiewicz-Kozak            27 kwietnia 2018            Komentarze (0)

To w ogóle prawda, że są niestety rodzice (statystycznie częściej matki), którzy robią wszystko, by „swoje” (tak o nim mówią) dziecko odciąć od drugiego rodzica. Zazwyczaj także od całej jego rodziny, dziadków, cioć, kuzynów. Ignorują istnienie drugiego rodzica, odcinając dziecko od połowy jego korzeni, a czasem nawet próbują włożyć w puste miejsce inną osobę, swojego aktualnego partnera (w skrajnych przypadkach robią dziecku mętlik w głowie nazywając go „mamą” / „tatą”). Nie podejmują żadnych prób porozumienia. Ignorują prawomocne wyroki sądu, zagrożenia grzywną, grzywny. Nie przyjmują słów krytyki, także tej zawartej w opiniach biegłych psychologów i pedagogów. Nie działa nawet ograniczenie władzy rodzicielskiej. Nie trzeba być psychologiem, by mieć pewność, że psychika dziecka poddanego takim działaniom jest narażona na ogromną krzywdę. Nie zawaham się nazwać takiego postępowania przemocą w stosunku do dziecka (choć organy ścigania na ogół jednak poglądu takiego nie podzielają).

I dobrze, że zaczyna się coraz częściej mówić o zjawisku alienacji rodzicielskiej, takie akcje jak „dzień alienacji rodzicielskiej” niewątpliwie mają sens.

Co mnie natomiast niepokoi, to używanie tego „modnego” pojęcia automatycznie do wszystkich sytuacji, gdy z jakiegoś powodu kontakty z drugim rodzicem nie odbywają się. To trochę tak, jak z modnym swego czasu ADHD. Z jednej strony to świetnie, że wzrosła świadomość tego rodzaju trudności i wiadomo, że dziecko nie jest „niegrzeczne”. Z drugiej jednak strony, widziałam sytuacje, gdy pochopnie zdiagnozowane dziecko nie uzyskało w rezultacie właściwej pomocy. W skrajnym przypadku (w toku była już sprawa o demoralizację zainicjowana przez nie mogącą sobie poradzić szkołę), dopiero ogromna determinacja rodzica i poszukiwanie pomocy na własną rękę przez ponad rok, przyniosło znalezienie właściwej przyczyny (innej niż ADHD) i podjęcie przynoszącej rezultaty terapii.

Czy podobny los czeka omawianą alienację rodzicielską? Oby nie! Zdarzyło mi się ostatnio, że kurator po przeprowadzeniu wywiadu tylko z ojcem i tylko na podstawie jego wypowiedzi (!) „zdiagnozował” u nastolatka „zespół alienacji rodzicielskiej” i takie sprawozdanie z wywiadu złożył w sądzie. Samego nastolatka nie widział na oczy. Tymczasem sytuacja była w rzeczywistości o wiele bardziej złożona i z uwagi na nastoletni wiek bardzo delikatna. Na szczęście udało się przekonać do istnienia tych subtelności sąd, na szczęście ojciec zrozumiał, że nie tędy droga. Rodzice uczestniczą w mediacji i zaczęła ona przynosić rezultaty.

Naprawdę wiem, że są sprawy, które ze względu na postawę drugiego rodzica nie nadają się do rozwiązania w sposób miękki. Zazwyczaj działa jedynie konsekwentne wyszarpywanie krok po kroku w sądzie kolejnych godzin, dni, składanie kolejnych pism, dowodów, wniosków. Upór. Nieodpuszczanie. Dawanie dziecku maksimum wsparcia i równowagi w czasie tych wyszarpanych skrawków bycia razem. Trzeba po prostu pamiętać, że nawet jeśli sytuacje wydają się podobne, to jednak każda z nich jest inna i nie wolno rutynowo wrzucać ich do jednego wora. Nie można tak samo traktować sytuacji, gdy rodzic utrudnia budowanie relacji dziecka z drugim rodzicem „po złości” i sytuacji, gdy chroni dziecko przed przemocą. Nie można takich samych metod zastosować w przypadku trzylatka, który płacze w momencie przekazywania drugiemu rodzicowi, bo jest to dla niego emocjonalnie trudne i w przypadku nastolatka, który oświadcza, że nie chce widzieć się z mamą / tatą. Oby tej refleksji nie zabrakło.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Dziękuję, że chcesz skomentować mój artykuł! Jednak jeśli szukasz pomocy w swojej sprawie to musisz wiedzieć, że moja odpowiedź ma charakter odpłatny. W tym celu skontaktuj się ze mną, korzystając z zakładki Kontakt.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: