Uczmy się od dzieci!

Anna Koziołkiewicz-Kozak            20 stycznia 2016            Komentarze (0)

Zadawanie dzieciom pytań z założeniem, że odpowiedzą to co chcemy, by prowadzić rozmowę w określonym kierunku bywa ryzykowne (mój ulubiony przykład – kazanie dla dzieci: Ksiądz: „Co robi chleb?” Dzieci: „Nic”… miało być że „karmi ;)).

Ale dałam radę. A raczej dzieci dały radę 🙂

Najpierw pomogła mi córka – przygotowałyśmy razem pacynki – figurki adwokata, sędziego, prokuratora i radcy prawnego, a także stron (dwie dziewczynki) oraz przedmiotu sporu (misia, o którego, według relacji córki, dzieci w zerówce się kłócą, gdy mają odpoczywać). Syn przygotował mi figurki świadków.

Przyznam, że stresowałam się bardziej, niż, gdy mam mówić do dorosłych (zwłaszcza, po tym, jak inna blogująca adwokatka Agnieszka Swaczyna postraszyła, że w cyklu „Rodzic opowiada o swojej pracy” nie mamy szans, zwłaszcza, jak przyjdzie np. tata-cukiernik częstujący swoimi wyrobami).

Ale wyszło bardzo sympatycznie, dzieci chętnie rozmawiały, moje wymyślone wcześniej pytania zadziałały tak, jak chciałam (uff…) i myślę, że całkiem sensownie udało się porozmawiać o tym, co robi adwokat. Nieocenioną pomocą okazałą się oczywiście kolorowanka od Jadźka rysuje – do pobrania po lewej stronie. No dobrze, co tu ukrywać, pacynki zrobiłam wycinając postać w todze ze środka kolorowanki…

Największą furorę zrobiła oczywiście toga, dzieci przymierzały, pani Asia robiła zdjęcia. No i pieczątki.

Ale skąd tytuł – dlaczego mamy się uczyć od dzieci? Otóż – dzieci, rozmowne i swobodne, chętnie zgłosiły się do odgrywania ról podczas zaaranżowanej rozprawy o misia, ale gdy przyszło co do czego… nagle poczuły się zestresowane. Okazało się, że sala sądowa stresuje, nawet gdy stołem sędziowskim jest różowa skrzynia. Szybko zapadł wyrok i zapytałam dzieci, czy się denerwowały – oczywiście odpowiedziały, że tak.

No więc zaczęłam, że można inaczej, czyli zaczęłam opowiadać o mediacji. W mediacji okazało się, że jedna z dziewczynek chciała misia, żeby wozić go wózkiem po sali, a druga dziewczynka chciała śpiewać mu kołysanki.

W tym momencie zgłosił się chłopiec: ” I mogą bawić się razem!”

No właśnie – dzieci fantastycznie zrozumiały, że dzięki mediacji, inaczej niż w sądzie, żadna z dziewczynek nie przegrała, nadal są dobrymi koleżankami. Mam ogromną nadzieję, że to przesłanie, do którego dzieciaki same doszły, zostanie im na dłużej.

A poniżej pomysłodawczyni tego całego zamieszania – kto wie, może rośnie trzecie pokolenie adwokatów?

basia w todze

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Dziękuję, że chcesz skomentować mój artykuł! Jednak jeśli szukasz pomocy w swojej sprawie to musisz wiedzieć, że moja odpowiedź ma charakter odpłatny. W tym celu skontaktuj się ze mną, korzystając z zakładki Kontakt.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: